Dwóch trenerów, dwa psy - jeden cel.

Kontakt:

Grzegorz Duda

grzegorz@pomocnalapa.pl

Piotr Wojtków

piotr@pomocnalapa.pl

statystyka
RSS
piątek, 31 lipca 2009

Dziś Grzesiek znalazł w sieci filmik z naszego pokazu z Markiem i Spajkiem w Parku Szczęsliwickim. Zapraszamy do oglądania :)

http://www.psy.pl/aktualnosci-psy/art6023,pomocne-lapy.html

13:40, frontier_1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 lipca 2009

Na naszym blogu pojawił się komentarz, który skłonił mnie do napisania tego wpisu.

Pozwolę go sobie tutaj zacytować

„Zawsze zastanawiało mnie, jak podchodzą do swych szczeniąt hodowcy i jak tacy ludzie- jak wy. Piszesz, że nie umiesz szkolić bez więzi, czy istnieją ludzie, którzy podchodzą do sprawy mechanicznie, a zarazem idealnie potrafią przygotować psa do przekazania go w przyszłości??? Pewnie jest to bardzo trudne. Trudno wyzbyć się emocji. Jednak cel jest piękny. Powodzenia, cierpliwości i samozaparcia! Martita”

 

Cześć Marta

ja nie Piotr, ale odpowiem bo również przygotowuje assisty:)

Odpowiem Ci tak, osób przygotowujących te psiaki jest w Polsce niewiele. Ci, których znam, związują się z psami bardzo silnie. Jeśli o mnie chodzi, to Karolina, Panda, Jazz i aktualnie Samba, były i nadal są MOIMI psami. Te kilka wspólnych miesięcy, te wspólne przeżycia i doświadczenia powodują, że już na zawsze, mimo, że nie są z nami, to jednak będą NASŻE psy. I każde rozstanie kosztuje sporo. Kosztuje emocjonalnie. Nie można sobie znaleźć miejsca i zajęcia. I mimo, że mamy inne psy, to nagle okazuje się, że jakoś tak pusto w domu, że wypatrujemy tych dodatkowych czterech łap. Wtedy dobrze jest wziąć kolejnego psa:) Są też obawy. Obawy, czy ten duet sam sobie bez nas poradzi. Ale z dnia na dzień obawy sie zmniejszają, bo docierają do nas sygnały, że radzą sobie świetnie. Spotykamy się i sami, na własne oczy możemy przekonać się, że świetnie się rozumieją, że świetnie sobie nawzajem pomagają. Wtedy w miejsce obaw pojawia sie satysfakcja. I to ogromna. Satysfakcja, że mogliśmy zrobić coś, co sprawia, że czyjeś życie staje się prostsze, łatwiejsze, po prostu lepsze...

22:19, grzesiek.duda
Link Komentarze (1) »

Wreszcie znalazłem trochę wolnego czasu, więc i ja napiszę co się u mnie dzieje. Piotr pisał o przekazywaniu Spajka, ja na taki moment muszę jeszcze trochę poczekać. Przed nami jeszcze pewnie jakiś rok pracy, wszak Samba na początku lipca skończyła dopiero swój pierwszy rok życia.

Ale zanim o Sambie się rozpiszę, to najpierw szybko nadrobię zaległości. Po śnieżnobiałej Pandzie, która pomaga już Konradowi, miałem pod swoją opieką czekoladowego Jazza. Aktualnie Jazik jest w Gdyni. Niestety, nie spełnił oczekiwań stawianych przed psem asystującym. Dostał jednak misję do spełnienia. Otóż, jako pies towarzyszący rodzinie, pomaga zmieniać nastrój kilkuletniemu Hubercikowi, który choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Jazz zawsze świetnie zachowywał się w kontaktach z dziećmi. Kilka tygodni temu byłem nad morzem, no i oczywiście odwiedziłem naszą czekoladkę. Spędziłem z Hubertem, jego rodzicami i Jazzem raptem dwie godziny, ale ten czas wystarczył mi do tego, aby stwierdzić, że psiak po tych kilku miesiącach stał się ich psem. Z relacji Moniki i Norberta wynika, że chłopaki coraz częściej nawiązują kontakt, co cudownie zmienia samopoczucie Hubcia. Łezka mi się w oku kręciła, jednak cieszę się ogromnie, że ten czekoladowy łobuziak zmienia na lepsze życie Huberta. Trzymam kciuki za chłopaków!

Wracając do Samby, to wrócę do początku, czyli do momentu kiedy trafiła do mnie. A było to jakieś pięć miesięcy temu. Wcześniej Sambą zajmowała się Magda. Z tym małym, czarnym potworem mieliśmy mały problem. Dziewczynka ekscytowała się wszystkim czym się zajmowała i właśnie nad tym miałem popracować. Moim zadaniem było wyciszyć ją trochę i nauczyć spokojnego zachowania w każdych warunkach. Po doświadczeniach z kilkoma poprzednimi psami asystującymi byłem przekonany, że spokojnie dam sobie z tym radę. Na początku było bardzo ciężko. Każde wyjście na spacer, czy najprostsze ćwiczenie wywoływało u Samby ogromną ekscytację. Nawet zmieniłem jej imię i roboczo nazwałem Korba:) Po dwóch miesiącach systematycznej pracy udało mi się zauważyć pewien progres. Pamiętam nawet taką sytuację, gdzie Sylwia nie poznała Samby. Umówiliśmy się na spacer po Warszawie. Sylwia czekała już na nas w umówionym miejscu. Zobaczyła nas z daleka i obserwowała, jak pies, który przy mnie idzie, zachowuje się spokojnie mimo tłumu ludzi. Gdy podeszliśmy do Sylwii zapytała: „To jednak przyszedłeś z Britą?” Od tego momentu myślałem, że wszystko pójdzie już z górki. Niestety Samba miała inne zdanie na ten temat. Nie wiem, czy to moje błędy, czy może okres chuligański, czy może jedno i drugie, w każdym bądź razie zaczęliśmy się cofać. Niestety z dnia na dzień było coraz gorzej. Samba na nowo zaczynała nakręcać się tym co robi, spacerami, innymi psami czy nawet ludźmi mijającymi nas na chodniku. Nie wiedząc co się dzieje, próbowałem coś zrobić, jednak nic nie przynosiło odpowiednich rezultatów. Przed nami coraz jaśniej rozświetlała się perspektywa tzw. spadu. I choć były dni, kiedy nie chciałem z tym czarnym potworem wyjść nawet na spacer, to miałem poczucie, że jeszcze nie wszystko stracone, że jeszcze nie wszystkiego spróbowałem, że jeszcze nie wszystko zrobiłem, aby Samba mogła być assistem. Wiedziałem jedno. Sam sobie z tym nie poradzę. Spotkałem się z Piotrkiem i długo rozmawialiśmy o Sambie. Wspólnie szukaliśmy rozwiązań. Postanowiliśmy wprowadzić pewien program, który zakładał zmianę diety i zaspokojenie potrzeb psa w taki sposób, który nie będzie powodował nadmiernej ekscytacji. W ruch poszły zabawki behawioralne, czyli kong i kula smakula. Dodatkowo zaczynamy zabawy węchowe, oprócz tego Samba na spacerze dostaje coś do noszenia i ćwiczymy tzw. ogólne posłuszeństwo. Acha, byłbym zapomniał. Zastosowaliśmy też halti, które ułatwia mi szybkie opanowanie czarnulki, kiedy wpada w ekscytkę. Odpowiednio użyty daje mi możliwość szybkiego zatrzymania psa w tym zachowaniu.

Plan wdrażamy od prawie tygodnia i dzisiaj miałem mały opad szczeny. Samba chyba zaczyna wracać na dobre tory.

Piękna pogoda wyciągnęła mnie dzisiaj z dzieciakami na plac zabaw. Poszła też z nami Brita. Po jakimś czasie postanowiłem wymienić dziewczyny i na spacer zabrałem Sambę. Trochę pospacerowaliśmy a potem wylądowaliśmy na placu zabaw. Sambę położyłem przy ogrodzeniu i zająłem się dzieciakami, od czasu do czasu obserwując co czarnulka porabia. Leżącym suczydłem zainteresowała się mała dziewczynka. Podeszła do niej i zaczęła ją delikatnie i spokojnie głaskać. Już miałem interweniować, w końcu kontakt fizyczny z dziećmi powodował w Sambie dosyć duże pobudzenie, ale zobaczyłem, że czarnulka ze stoickim spokojem znosi pieszczoty dziewczynki. Czekałem na dalszy ciąg wypadków, jednak moja uwaga skierowana na Sambę była już dużo większa. Można by rzec, że zostawiłem dzieci same sobie, a uważnie obserwowałem co dzieje się z psem. Mam nadzieję, że teraz nie zostanę okrzyknięty nieodpowiedzialnym tatusiem:) Po chwili do dziewczynki dołączyła kolejna, za chwilę kolejna. Przyszedł też mały chłopczyk a zanim mój Paweł. Dzieciaki obstąpiły Sambę dookoła i wszystkie głaskały tam gdzie tylko mogły. Kilka minut później zauważyłem, że na placu bawi się tylko dwoje dzieci, pozostałe głaszczą Sambę. A czarnulka rozpływała się w przyjemnościach jakie niósł ze sobą dotyk dziecięcych rączek, nadal zachowując się spokojnie. Nie mogłem uwierzyć w to co widziałem. Z pewnością na takie zachowanie Samby wpływ miała pogoda. Było potwornie gorąco. Dzieciaki też były świetne, bo z jednej strony pewnie podchodziły do psa, a z drugiej spokojnie się przy nim zachowywały. Podobno już się nie mogą doczekać kolejnego spotkania z Sambą. Najważniejsze, że udało nam się zrobić krok do przodu.

To jednak nie miał być dzisiaj jedyny krok. Po południu ubrałem Sambę w uprząż i ruszyłem na Grodzisk. Miałem kilka spraw do załatwienia i postanowiłem, że sunia będzie mi towarzyszyć. Spacerowaliśmy w sumie ponad dwie godziny. Przy okazji zaliczyliśmy swobodne bieganie w parku, wizytę w aptece, małe zakupy i naprawę uprzęży u rymarza. Wpadliśmy też w odwiedziny do naszej pani weterynarz. Przy okazji zrobiliśmy kontrolę uzębienia i co cieszy, Samba ma idealny stan swoich ząbków. Dostaliśmy paczkę kosteczek, które mają pomóc utrzymać ten idealny stan. Oczywiście wykorzystałem okazję i dałem Sambie podarunek do… noszenia. W drodze powrotnej postanowiłem schłodzić nieco nasze głowy i odwiedziliśmy jedną z grodziskich pizzerii. Micha wody dla Samby a dla mnie schłodzone Desperados pomogło ugasić pragnienie. Spacerując grodziskimi uliczkami wróciliśmy do domu. W trakcie całego tego spaceru Samba zachowywała się nienagannie. Spokojnie i pewnie reagowała na każde moje polecenie, wprawiając tym w zachwyt przechodniów, czy panie w aptece. Po powrocie dostała w nagrodę zmrożonego konga. Opróżniła zawartość zabawki i zmęczona zasnęła…

20:50, grzesiek.duda
Link Komentarze (1) »
środa, 15 lipca 2009

Kilka kolejnych udanych spotkań z cyklu przekazań Spajka za nami. Spajki coraz lepiej czuje się w rękach Marka. Nic dziwnego, przepracowaliśmy już kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin razem. Marek coraz jaśniejsze komunikaty wysyła psu. Zaczynają tworzyć naprawdę zgrany duet. Niesamowicie satysfakcjonujące jest dla mnie, jak mogę oglądać efekt mojej długiej pracy, który dziś sprawia tak ogromną radość Markowi :)

Często ludzie zadają nam, trenerom psów asystujących, pytanie czy to nie szkoda tak oddawać psa po wspólnie spędzonych dwóch latach. Fakt, jest to bardzo trudne. Dla mnie osobiście najtrudniejsze są momenty fotelowej zadumy, bądź rozmyślania nad klawiaturą komputera. A dlaczego? Ponieważ zawsze obok mnie leży Spajki i co chwila spogląda swoim nad wyraz mądrym wzrokiem. Nie ukrywam, że jest to bardzo urocze. Na pewno będzie mi tego brakowało. Będzie mi brakowało wielu innych elementów naszego wspólnego życia: porannego przynoszenia ulubionej zabawki, gdy Spajki widzi jak się przebudzam, rozkosznie patrzących oczu i merdającego ogonka, wspólnych długich spacerów, głowy którą raz na jakiś czas spokojnie mi kładzie na kolana jakby prosząc „no pogłaszcz mnie czasem, nie bądź taki zimny drań” :)

W takich momentach przypominam sobie spotkania Spajka z Markiem, uśmiech na jego twarzy, jego radosny głos, który słyszę za każdym razem, gdy do niego dzwonię, ekspresje radości na moją informację o kolejnym spotkaniu. Można powiedzieć, że czuję się jakbym spełniał marzenie. Spajk dał mi dużo radości w życiu. Ale jest to kroplą w morzu przy tym jak dużo szczęścia może dać Markowi, jak wiele uśmiechu sprawia jemu myśl o kolejnym spotkaniu ze Spajkiem.

Jesteśmy przed kolejnym spotkaniem z Markiem. Jedziemy dziś na Ursynów, do jego mieszkania. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego. Ot, kolejne spotkanie w ramach procesu przekazania psa asystującego. Tym razem będzie inaczej. Planuję zostawić Spajka. Mieli już za sobą kilka wspólnych spacerów bez mojej pomocy. Teraz czas, aby zobaczyć jak sobie radzą ze sobą na co dzień. Kiedy Spajki wróci do mnie na zielony Żoliborz? Nie wiem… Czas pokaże…

Na koniec jeszcze krótka scenka, która przydarzyła nam się podczas piątkowego spotkania. Nie ukrywam, że mocno zakuło mnie wtedy w dołku. Jechaliśmy we trzech warszawskim metrem. Spajki leżał grzecznie przy wózku, ja stałem obok. Marek wysiadał dwie stacje przed nami, więc zabrałem Spajka, pożegnaliśmy się i odeszliśmy kilka metrów dalej, aby pies nie poszedł za Markiem. Jednak, gdy Marek wyjeżdżał, Spajki poderwał się i chciał pójść razem z nim. I mimo, że odjechaliśmy już ze stacji Dw. Gdański, to pies długo jeszcze wpatrywał się w drzwi wagonu. Miło oglądać było ten obrazek. Widać, że między chłopakami nawiązuje się już odpowiednia relacja. Dzięki temu łatwiej będzie mi się rozstać ze Spajkiem.

Piotr

11:29, frontier_1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 lipca 2009

W życiu każdego trenera psów asystujących przychodzi czas, kiedy trzeba rozstać się z pupilem, z którym spędziło się kilka bądź kilkanaście miesięcy. Jest to trudny moment. Jak powiedziała mi kiedyś pewna osoba „balansuje się tu na linie pełnej emocji i nie da się tego uniknąć...”.

Aby wyszkolić psa, trzeba najpierw nawiązać z nim więź, która jest podstawą do kształtowania umiejętności szkoleniowych. Osobiście nie potrafię podchodzić do szkolenia psów mechanicznie, bez emocjonalnego zaangażowania. Przez wspólne półtora roku, które spędziłem ze Spajkiem przeżyliśmy wiele wspaniałych przygód. Można powiedzieć, że okres ten był jedną wielka przygodą. Ja pracowałem nad emocjami psa, umiejętnościami niezbędnymi do pełnienia jego przyszłej roli. Patrząc od strony psa, z czasem zacząłem zauważać jak stawałem się dla niego coraz ważniejszy. Dziś chyba mogę powiedzieć, że Spajki jest psem, z którym nawiązałem jedną z najsilniejszych relacji ze wszystkimi psami, które do tej pory były przy mnie. Związane to jest z nakładem pracy, który trzeba włożyć w pracę z psem asystującym. I nie najtrudniejsza jest nauka umiejętności takich jak otwieranie szafek czy drzwi, podawanie monet i kluczy. Gro pracy trenera to praca nad emocjami psa, aby był spokojnym, zrównoważonym, pewnym, radosnym i przede wszystkim szczęśliwym psem, pomimo tak trudnej roli, jaką przyjdzie mu pełnić.

Gdy przygotowywałem Spajka, najtrudniejszym dla mnie okresem był czas, gdy czułem, że pies jest gotów do przekazania, ale nie wiedziałem jeszcze, do kogo trafi. Był to okres niepewności, mojego wewnętrznego niepokoju. Spotkania z różnymi osobami i dobranie odpowiedniej. Takiej, u której pies będzie czuł się najlepiej i takiej, dla której pies będzie czymś wyjątkowym, sprawiającym, że życie stanie się choć o drobinę lepsze.

Właśnie wróciłem z kolejnego spaceru z Markiem. Marek jest osobą, której postanowiliśmy przekazać Spajka. Za nami już kilka spotkań. Radość, jaką Markowi sprawiają nasze spotkania i możliwość spędzenia czasu ze Spajkiem, z drugiej strony spokój i pewność psa, którą dziś widziałem podczas naszego spotkania są najlepszym wynagrodzeniem za te półtora roku pracy z psem. Na razie wszystko układa się znakomicie. Marek zaczyna czuć Spajka, pies zaczyna się czuć bezpiecznie przy Marku.

O dalszych przygodach, emocjach związanych z procesem przekazania Spajka w następnym odcinku :) A będzie o czym pisać, bo przed nami jeszcze dużo zaplanowanej pracy. Tym czasem załączam jedno z moich ulubionych zdjęć ze Spajkiem.

Piotr

ogrody

12:25, frontier_1
Link Komentarze (1) »
środa, 08 kwietnia 2009

Relacja z sobotnich zawodów obedience wisi już na stronie www.labteam.pl Oprócz mnie, tego dnia startowało jeszcze kilka osób z Labteamu. Wspólnie napisaliśmy jedną relację z tego wydarzenia. Serdecznie zapraszam i życzę miłej lektury:)

01:23, grzesiek.duda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 kwietnia 2009

A na blogu znowu nudy, chociaż dzieję się sporo. A co się dzieje?

W piątek byliśmy na pokazie w Liceum im. Sióstr Nazaretanek. Relacja z tego wydarzenia jest już na naszej stronie www.pomocnalapa.pl

W sobotę Piotr prowadził zajęcia w ramach kursu ZszSP a ja spakowałem Britę do samochodu i pojechaliśmy na zawody obedience. Już za kilka dni na stronie Labteam’u pojawi się relacja z zawodów.

W niedzielę na kursie mieliśmy gości. Odwiedziły nas uczestniczki kursu aspiranckiego, organizowanego przez Fundację Alteri. Dziewczyny miały okazję popatrzeć i posłuchać jak prowadzimy nasze zajęcia. Po szkoleniu usiedliśmy sobie i wspólnie omówiliśmy zajęcia. Dostaliśmy od dziewczyn wiele cennych uwag, wskazówek a przede wszystkim inne spojrzenie. Wspólnie z Piotrkiem podzieliliśmy się naszymi wrażeniami z prowadzonych przez nas kursów. Wszystko na to wskazuje, że spotkamy się jeszcze nie raz. Tymczasem pozdrawiamy Was dziewczyny. Trzymamy za Was kciuki. Uczcie się, zdobywajcie doświadczenie ale pamiętajcie o najważniejszym: Przede wszystkim ma nas to bawić!!!

12:15, grzesiek.duda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2009

I jesteśmy po pokazie na Wydziale Medycyny Weterynaryjnych SGGW

Dawno nie miałem okazji uczestniczyć w takim wydarzeniu. A do tego miałem jeszcze ten pokaz poprowadzić. Duże przeżycie, tym bardziej, że publiczność dopisała i w auli zebrało się kilkadziesiąt osób. Ciepłe przyjęcie i sympatyczna atmosfera pozwoliła mi opanować tremę. Opowiedzieliśmy i pokazaliśmy czym na co dzień zajmujemy się w Fundacji Pomocna Łapa. I gdyby nie zajęcia w ramach kursu ZszSP to strach pomyśleć, o której skończylibyśmy spotkanie:-)

Wszystko na to wskazuje, że nasze spotkanie zaowocuje szerszą współpracą z tym wydziałem, o czym będziemy informować na bieżąco:-)

Obszerną relację z tego wydarzenia zamieścimy na naszej stronie www.pomocnalapa.pl

Serdecznie zapraszam

02:25, grzesiek.duda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 marca 2009

Krótki przegląd tego, co u nas ostatnio się dzieje, czyli niusy…

Po pierwsze Jazz nie mieszka już z Grześkiem, wyjechał do Huberta, 6 letniego chłopca z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym i jego rodziny. Jego misją jest choć trochę zmienić świat Huberta na lepsze.

Rozpoczęliśmy kursy szkolenia nowych grup: środowo - czwartkową składającą się z samych Cavallierów, grupę weekendową, oraz szczeniaczkową… To jest nasz debiut, gdyż zainspirowani wskazówkami Turid, zmobilizowani przez ludzi z Fundacji „Pies dla Stasia”, właścicieli dziesięciotygodniowych Samojedów i jednego Huskiego, którzy wykazali inicjatywę uczestniczenia w zajęciach dla szczeniaków, postanowiliśmy poprowadzić pierwszą taką grupę. Ponieważ jest to nasza „grupa eksperymentalna” będziemy o wrażeniach i obserwacjach pisali na blogu. Tymczasem zapraszamy do lektury bloga Moniki, jednej z uczestniczek kursu, która bardzo ładnym piórem opisuje zajęcia:

www.eksperymentalne-szczeniaczkowo.bloog.pl

A co w świecie assistów? W najbliższy poniedziałek zapraszamy na pokaz, gdzie będzie można zobaczyć efekt naszej pracy. Swoje umiejętności zaprezentuje Spajki, jeden z głównych bohaterów naszego bloga. Zobaczyć też będzie można Kankana, psa przekazanego przez Pomocną Łapę, który pomaga Dominikowi na co dzień. Więcej informacji o pokazie na stronie

www.pomocnalapa.pl

16:40, frontier_1
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 lutego 2009

Ostatnio, zainspirowani seminarium z Turid Rugaas oraz naszymi własnymi obserwacjami, dość dużo pisaliśmy o kwestiach związanych z energetyką psa. Pisaliśmy o tym, jaki wpływ może mieć zbyt duże pobudzanie psa na nasze wspólne życie pod jednym dachem. Ponieważ dostajemy informacje od naszych czytelników, że nasze przemyślenia, które publikujemy na blogu pomagają zrozumieć im psa, zainspirowani zostaliśmy do opisania pewnego zdarzenia sprzed kilku dni.

Przypadek dwóch Jazzów

W październiku do Grześka trafił Jazz (dalej zwany jako Jazz-lab), kandydat na psa asystującego Fundacji Pomocna Łapa. Jazz w różnych sytuacjach reagował dość dużym pobudzeniem. Wystarczyła nowa sytuacja, w której się nagle znalazł, ale także widok obcego, nieznanego psa czy biegających dzieci. W takich momentach widocznymi objawami była pozycja ciała psa, napięte mięśnie, mocne dyszenie. Grzesiek prowadził psa dość „nisko”. Oznacza to, że unikał pobudzających zabaw i sytuacji. Powoli, stopniowo wprowadzał psa w coraz trudniejsze dla niego sytuacje, tak aby Jazz potrafił za każdym razem zachowywać się spokojnie. W ostatnim czasie w zachowaniu Jazza nastąpiła wyraźna poprawa. Dużo rzadziej pobudzały go sytuacje, które wcześniej wywoływały takie reakcje. Podczas weekendowych zajęć potrafił spokojnie wyleżeć przy Grześku nawet, gdy inne psy się do niego wyrywały.

jazz

W niedzielę po zajęciach odwiedzili nas nasi stali kursanci, absolwenci kursów „Zaprzyjaźnij się ze Swoim Psem” i „ZszSP-Reaktywacja” Basia i Artur z rocznym psem w typie Owczarka Niemieckiego długowłosego o imieniu Jazz (dalej zwany jako Jazz-ON). Wspólnie poszliśmy do sali, gdzie pozwoliliśmy psom się zapoznać, odpięliśmy smycze i obserwowaliśmy zachowania. Po krótkim powitaniu, psy rozpoczęły szaleńczą zabawę między sobą. Było ganianie i były podskoki, trwało to około kilkunastu minut. Po tym czasie przerwaliśmy zabawę starając się zainteresować psy otoczeniem. Po chwili rozmowy rozeszliśmy się w swoich kierunkach.

Od tamtej pory Jazz (lab) zaczął zachowywać się inaczej. Znowu pobudza się w różnych sytuacjach, nawet kiedy odpoczywa, a ktoś pojawi się w zasięgu jego wzroku, natychmiast pojawia się dyszenie. Wyjście na spacer trwa zdecydowanie dłużej, bo widząc, że będzie wychodził już jest cały podekscytowany. Na spacerach łatwo się rozprasza, na nowo oszczekuje psy, jest wyraźnie bardziej pobudzony.

Zdarzenie to przypomniało nam zdanie Turid, gdzie mówiła, że psy powinny się kontaktować ze sobą, natomiast ważny jest spokój, a zabawa uczy psy tylko ekscytacji. Dostrzegliśmy także jak spokojne postępowanie z psem pomaga jemu odnaleźć się w naszym ludzkim, jakże trudnym dla niego świecie.

Grzesiek i Piotrek

15:50, frontier_1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10